Aktualności

 

 PROGRAM 500 PLUS.

Bez orzeczonej opieki naprzemiennej wsparcie też się należy.

Jeśli z orzeczenia rozwodowego nie wynika, że rodzice dzielą się obowiązkami przy wychowywaniu dziecka, to samorząd nie może zakładać, że tak w rzeczywistości nie jest, i odmawiać wypłaty 500+.

Przed wojewódzkimi sądami administracyjnymi (WSA) zapadają pierwsze wyroki w sprawie uprawnień do świadczenia wychowawczego (500+) w ramach opieki naprzemiennej. Wytykają one gminom niewłaściwe stosowanie przepisów, a zwłaszcza to, że nie przyznają wsparcie na dziecko, w sytuacji gdy określone w orzeczeniu sądu rodzinnego zasady zajmowania się małoletnimi nie zostały nazwane wprost opieką naprzemienną.

 

Plan wychowawczy

Co do zasady prawo do wsparcia z programu 500+ w przypadku rodziców rozwiedzionych lub żyjących w rozłączeniu, ale mających wspólne dziecko, należy się temu z nich, u którego sąd ustalił miejsce pobytu potomka, bo to on faktycznie się nim zajmuje. To oznacza, że drugi z opiekunów nie może ubiegać się o świadczenie wychowawcze na tego syna lub córkę. Co więcej, nie może też zaliczyć tego dziecka do składu swojej nowej rodziny i traktować go jako pierwszego, aby na drugie, które ma już inną matkę, otrzymywać 500 zł bez kryterium dochodowego. Jednak od tej reguły art. 2 pkt 16 ustawy z 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci (Dz.U. poz. 195 ze zm.) przewiduje jeden wyjątek. Dotyczy on sytuacji, gdy dziecko na mocy orzeczenia sądu znajduje się pod opieką naprzemienną obydwojga rodziców. Wówczas możliwe jest zaliczenie potomka do dwóch rodzin, czyli matki i ojca. Dodatkowo każde z nich może złożyć wniosek o świadczenie wychowawcze na to dziecko, a jego kwota jest dzielona między rodziców proporcjonalnie do wymiaru sprawowanej opieki.

Problem w tym, że w ustawie z 11 lutego 2016 r. nie została zawarta definicja opieki naprzemiennej. Nie ma jej także w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym – mówi Przemysław Andrysiak z Zabrzańskiego Centrum Świadczeń Rodzinnych.

Większość gmin kieruje się więc w tym zakresie wytycznymi resortu rodziny, który w trakcie wdrażania programu 500+ wskazywał, że opieka naprzemienna musi być orzeczona wyrokiem sądu i sprawowana zgodnie z zatwierdzonym planem wychowawczym. Tyle tylko, że jak dotąd w wydawanych przez nie wyrokach to sformułowanie nie pojawia się zbyt często, a w tych starszych, wydawanych w poprzednich latach, w ogóle nie występuje.

Pomocny wywiad

Taka sytuacja miała miejsce w przypadku tych spraw, które były rozpatrywane przez WSA w Gdańsku (sygn. akt II SA/Gd 837/16) i Olsztynie. Ten drugi (sygn. akt II SA/Ol 1208/16) rozpatrywał m.in. skargę ojca, który rozwiódł się z matką dziecka w 2015 r. W treści wyroku znalazło się porozumienie zawarte między rodzicami co do zasad  kontaktów z potomkiem oraz określające, kiedy będzie przebywało z matką, a kiedy z ojcem. Jednak zarówno gmina, jak i potem samorządowe kolegium odwoławcze (SKO) uznały, że wyrok nie wskazuje, że rodzice sprawują opiekę naprzemienną nad dzieckiem. Zdaniem tego drugiego organu rozstrzygnięcie o kontaktach nie jest tożsame z ustanowieniem opieki, nawet gdyby ich częstotliwość na to wskazywała, o ile nie wynika to wprost z prawomocnego orzeczenia sądowego.

Tego stanowiska nie podzielił WSA w Olsztynie, który uchylił decyzje gminy i SKO, nakazując im ponowne rozpatrzenie sprawy rodzica. Podkreślił, że zgodnie z kodeksem rodzinnym, gdy nie ma takiej potrzeby, sąd nie wkracza w sferę dokładnego regulowania relacji między rozwiedzionymi rodzicami w kwestiach dotyczących sprawowania opieki, poza wskazaniem o pozostawieniu władzy rodzicielskiej każdemu z nich. Nie oznacza to, że w takim przypadku nie dochodzi do opieki naprzemiennej. WSA uzasadniał, że przyjęcie założenia, iż jest ona tylko wtedy, gdy znajdzie się wprost w wyroku sądu, byłoby nieracjonalne i niesprawiedliwe wobec rodziców, którzy sami ustalili ją bez jego ingerencji. Inna wykładnia art. 2 pkt 16 ustawy byłaby bowiem swoistym premiowaniem rodziców, którzy nie potrafią się porozumieć co do opieki nad dziećmi. Jednocześnie sąd stwierdził, że to organ przyznający świadczenie powinien sam dokonać oceny, czy opieka sprawowana na podstawie wyroku sądu ustalającego wzajemne relacje w zakresie wychowania dzieci stanowi wystarczającą przesłankę do uznania jej za naprzemienną. W tym celu powinien więc być przeprowadzony rodzinny wywiad środowiskowy.

O ile we wspomnianej skardze kwestia dzielenia się opieką między rodzicami została poruszona w wyroku sądu, to w kolejnej, którą rozpatrywał WSA w Olsztynie (II SA/Ol 1105/06), już nie. W tej sprawie rodzic starając się o wsparcie przedstawił oświadczenie, w którym wskazał, że w okresie roku szkolnego opieka nad dzieckiem jest wykonywana w ten sposób, że przez dwa tygodnie przebywa u matki, a przez następny u ojca. W ocenie sądu również i w tym przypadku gmina oraz SKO nie mogły przesądzić o tym, że nie jest to opieka naprzemienna tylko ze względu na brak jej wpisania do orzeczenia sądu.

O opiece naprzemiennej orzeka sąd. Pozostawianie tej kwestii do decyzji pracowników ośrodków pomocy społecznej jest wkraczaniem w jego kompetencje. Dlatego te wyroki WSA są zaskakujące – komentuje Piotr Spiżewski, kierownik działu świadczeń rodzinnych Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Puławach.

Przemysław Andrysiak dodaje, że może to prowadzić do sytuacji, że w jednej gminie dana opieka zostanie uznana za naprzemienną, a w innej nie, choć będzie taka sama lub bardzo zbliżona, w zależności od tego, jakie kryteria weryfikacji jej występowania będą uwzględniane.

źródło:http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1011457,program-500-plus-rozwod-opieka-naprzemienna.html

________________________________________________________________________________

ZUPEŁNY I TRWAŁY ROZKŁAD POŻYCIA MAŁŻEŃSKIEGO NIE JEST WYSTARCZAJĄCĄ PODSTAWĄ DO ORZECZENIA ROZWODU. DZIEJE SIĘ TAK W PRZYPADKU, GDY O FORMALNE ZAKOŃCZENIE ZWIĄZKU STARA SIĘ WYŁĄCZNIE WINNY JEGO ROZPADU, NA CO NIE ZGADZA SIĘ MAŁŻONEK NIEPONOSZĄCY ODPOWIEDZIALNOŚCI.

O powyższym przypomniał Sąd Apelacyjny w Krakowie. Rozpoznawał on jako druga instancja sprawę wniesioną przez niewiernego męża, który zaraz po ślubie  zdradził żonę z byłą partnerką, a następnie to właśnie z nią postanowił związać się na stałe.

P.D. i M.D. byli parą od końca 2013 r. W sierpniu 2014 r., kiedy to dowiedzieli się, że zostaną rodzicami, rozpoczęli przygotowania do  slubu. Podczas rutynowej wizyty ginekolog stwierdził jednak, że dziecko nie żyje. Mimo to w październiku małżeństwo zostało zawarte, a nowożeńcy zaczęli razem mieszkać. Już w grudniu kobieta dowiedziała się jednak, że mąż zdradza ją z byłą partnerką i podjęła walkę o męża. Ten kazał jej jednak opuścić wspólne mieszkanie, stosował też wobec niej fizyczną i psychiczną przemoc, co odbiło się na jej zdrowiu (wpadła w depresję). Koniec końców niewierny małżonek wyprowadził się, zamieszkał z inną kobietą i wystąpił do sądu o rozwód.

Sąd Okręgowy jego powództwo oddalił. Uznał, że wobec braku zgody M.D. na rozwiązanie małżeństwa, do orzeczenia rozwodu dojść nie może. W opisywanej sprawie nie znajdzie bowiem zastosowania art. 56 par. 3 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Zgodnie z nim rozwód – jeżeli żąda go małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia – jest dopuszczalny, jeżeli drugi małżonek odmawia na niego zgody łamiąc przy tym zasady współżycia społecznego. Sprawa trafiła więc do sądu odwoławczego. Ten podzielił stanowisko I instancji.

„Z ustaleń poczynionych w sprawie wynika, że rzeczywiście związek małżeński stron jest związkiem martwym i nie ma realnych szans na jego odbudowanie za przyczyną powoda” – wskazał sąd apelacyjny. Ale przypomniał jednocześnie, że konstrukcja art. 56 k.r.o. nakazuje, by to żądający rozwodu małżonek – jeśli jest winny trwałego i zupełnego rozkładu pożycia – dowiódł, że brak zgody drugiej strony na rozwiązanie małżeństwa należy uznać za moralnie naganny. Tego zaś P.D. wykazać nie potrafił.

„Nie sposób dopatrzyć się w odmowie zgody na rozwód ze strony zdradzonej i porzuconej przez męża M.D., która nadal subiektywnie uważa, że związek można reaktywować, takich pobudek, które zasługiwałyby na dezaprobatę z punktu widzenia wartości powszechnie akceptowanych społecznie” – uznał krakowski sąd.

Co więcej, w jego ocenie orzeczenie rozwodu w tej sprawie mogłoby być formą aprobaty dla nielojalnego zachowania P.D. wobec żony. Dlatego też feralnego małżeństwa rozwiązywać nie należy. Zwłaszcza że zdaniem sądu, nie jest wcale pewne, że wobec braku rozwodu strony jeszcze mocniej się skonfliktują czy też zaczną uciekać do niestosownych zachowań.

Brak zgody zdradzonej i porzuconej żony na rozwód nie musi wynikać z niskich pobudek

ORZECZNICTWO

Orzeczenie Sądu Apelacyjnego 

Orzeczenie Sądu Apelacyjnego w Krakowie, sygn. akt I ACa 85/16

źródło:http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1008971,nie-kazde-martwe-malzenstwo-mozna-rozwiazac.html

________________________________________________________________________________

 UGODA ALIMENTACYJNA. NA CZYM POLEGA?

Kwestie dotyczące alimentacji mogą być uregulowane drogą ugody zawartej przed wniesieniem pozwu do sądu. W trakcie zarówno próby ugodowej, jak i zawierania ugody w czasie postępowania o alimenty sąd musi brać pod uwagę, niezależnie od woli stron, czy proponowana przez nie ugoda jest zgodna z prawem.

Ugoda w sprawach cywilnych, w tym także dotyczących alimentów, może zostać zawarta na dwa różne sposoby. Po pierwsze, można zawrzeć taką ugodę w tzw. zawezwaniu do próby ugodowej, co następuje jeszcze przed zasadniczym wdaniem się w spór. Po drugie, może ona zostać zawarta w ramach normalnego postępowania dotyczącego danego sporu, kiedy strony dochodzą do wspólnych wniosków i decydują się na takie rozwiązanie.

Zgodnie z art. 60 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego (K.r.o.):

„§ 1. Małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia i który znajduje się w niedostatku, może żądać od drugiego małżonka rozwiedzionego dostarczania środków utrzymania w zakresie odpowiadającym usprawiedliwionym potrzebom uprawnionego oraz możliwościom zarobkowym i majątkowym zobowiązanego.

  • 2. Jeżeli jeden z małżonków został uznany za wyłącznie winnego rozkładu pożycia, a rozwód pociąga za sobą istotne pogorszenie sytuacji materialnej małżonka niewinnego, sąd na żądanie małżonka niewinnego może orzec, że małżonek wyłącznie winny obowiązany jest przyczyniać się w odpowiednim zakresie do zaspokajania usprawiedliwionych potrzeb małżonka niewinnego, chociażby ten nie znajdował się w niedostatku.
  • 3. Obowiązek dostarczania środków utrzymania małżonkowi rozwiedzionemu wygasa w razie zawarcia przez tego małżonka nowego małżeństwa. Jednakże gdy zobowiązanym jest małżonek rozwiedziony, który nie został uznany za winnego rozkładu pożycia, obowiązek ten wygasa także z upływem pięciu lat od orzeczenia rozwodu, chyba że ze względu na wyjątkowe okoliczności sąd, na żądanie uprawnionego, przedłuży wymieniony termin pięcioletni”.

Przytoczenie powyższych przepisów jest o tyle istotne, że w trakcie zarówno próby ugodowej, jak i zawierania ugody w czasie postępowania o alimenty  sąd musi brać pod uwagę, niezależnie od woli stron, czy proponowana przez nie ugoda jest zgodna z prawem.

Zawieranie ugody przed wszczęciem właściwego procesu przewidziane jest w art. 184-186 Kodeksu postępowania cywilnego (K.p.c.). Wynika z nich, że sprawy cywilne, których charakter na to zezwala, mogą być uregulowane drogą ugody zawartej przed wniesieniem pozwu. Sąd uzna ugodę za niedopuszczalną, jeżeli jej treść jest niezgodna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa. Niewątpliwie sprawa o alimenty między byłymi małżonkami należy do spraw cywilnych. Niedopuszczalne jest postępowanie pojednawcze, jeżeli sprawa dotyczy praw, którymi strona nie może swobodnie dysponować, a w konsekwencji uregulować sporu w drodze ugody. Jeżeli stosunek prawny może być uregulowany jedynie orzeczeniem sądu (np. w sprawie o rozwód, separację, o unieważnienie małżeństwa, pochodzenie dziecka czy niektóre sprawy ze stosunku spółki, np. o uchylenie uchwały walnego zgromadzenia spółki kapitałowej), zawarcie ugody, a tym samym postępowanie pojednawcze, jest wyłączone. W przypadku spraw o alimenty należy uznać, że zawarcie ugody jest jak najbardziej dopuszczalne.

Składając wniosek o zawezwanie do próby ugodowej w sprawie alimentów, należy jednak zawsze wskazać podstawę żądania alimentów. Jak wynika z cytowanych przeze mnie wyżej przepisów K.r.o., alimenty przysługują byłemu małżonkowi tylko w określonej sytuacji. Jeśli strony chcą się wspierać mimo braku przesłanek, o których mowa w art. 60 K.r.o., wówczas winny to czynić w innej formie niż alimenty – będzie to rodzaj darowizny. Stąd we wniosku o zawezwanie do próby ugodowej w sprawach o alimenty należy co najmniej wskazać, że małżeństwo zostało rozwiązane wyrokiem zapadłym w określonej sprawie rozwodowej oraz wskazać, czy rozwód nastąpił z winy którejś ze stron. Należy też podać, czy przyczyną żądania jest pozostawanie w niedostatku, czy też pogorszenie się sytuacji materialnej związane z rozwodem. Oczywiście nie trzeba przedstawiać szeregu dowodów, które powinny potwierdzać stanowisko strony, ponieważ – jak wynika z Pani informacji – mąż przystanie na propozycję i potwierdzi istnienie okoliczności, na których oprze Pani żądanie zawarcia ugody.

W samym wniosku nie trzeba też szczegółowo uzasadniać, że drugą stronę stać na alimenty w proponowanej wysokości. Próba ugodowa ma to do siebie, że strony przystają na swoje propozycje, jednocześnie niejako potwierdzają pewne okoliczności istotne dla sprawy. Należy jednak mieć na uwadze tę istotną sprawę, że – zgodnie z cytowanym już przeze mnie art. 184 K.p.c. – sąd uznaje ugodę za niedopuszczalną, jeżeli jej treść jest niezgodna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa. Zatem sąd w celu ustalenia, czy ugoda o treści takiej, jaką proponują strony, jest dopuszczalna, może zażądać przedstawienia przez strony określonych dowodów. Oczywiście chodzi tu o określone zaświadczenia o wysokości zarobków. Podkreślam, sąd może wezwać strony do dostarczenia takich zaświadczeń, ale nie musi tego robić – żaden przepis nie obliguje go do tego. Jednak z uwagi na konieczność zbadania dopuszczalności ugody może uznać (a sędzia jest przecież organizatorem procesu), że zbadanie istnienia przesłanek do przyznania alimentów jest konieczne.

Podobnie sprawa wygląda w przypadku zawierania ugody w sytuacji, gdy jedna ze stron złożyła pozew o alimenty. Wówczas również, zgodnie z art. 223 K.p.c., można zawrzeć ugodę. Przepis ten stanowi, że przewodniczący powinien we właściwej chwili skłaniać strony do pojednania, zwłaszcza na pierwszym posiedzeniu, po wstępnym wyjaśnieniu stanowiska stron. Sąd może uznać za niedopuszczalne zawarcie ugody tylko wtedy, gdy okoliczności sprawy wskazują, że ugoda jest sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego albo zmierza do obejścia prawa. Sąd musi sprawdzić te okoliczności i jeśli uzna, że zachodzi taka potrzeba, może wezwać drugą stronę (pozwanego) do przedstawienia zaświadczenia o swoich zarobkach.

Oczywiście konieczność wezwania strony do przedstawienia zaświadczeń (w ostateczności sąd ma prawo o takie zaświadczenia zwrócić się do właściwych organów lub pracodawcy) jest w sprawach, które zmierzają do ugody, ostatecznością. Pojawi się ona tylko wówczas, gdy sąd poweźmie wątpliwość co do istnienia przesłanek ustalenia alimentów lub ich zgodności z zasadami współżycia społecznego. Najczęściej takie sprawy, gdy obie strony zgodnie potwierdzają określone okoliczności i fakty, kończą się zawarciem ugody na pierwszym posiedzeniu.

, sygn. akt I ACa 85/16.

źródło: http://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/1008581,ugoda-alimentacyjna-alimenty-rozwod.html

___________________________________________________________________________________________________________________

KOMORNIK IDZIE DO WIĘZIENIA, BO ZRUJNOWAŁ CZŁOWIEKA

Dwa i pół roku bezwzględnego więzienia, grzywna, zakaz wykonywania zawodu na 5 lat i 190 tysięcy złotych zadośćuczynienia dłużnikowi – taką karę nałożył sąd w Nidzicy (woj. warmińsko-mazurskie) na komornika Sebastiana Sz. z Działdowa.

– „Działał umyślnie i celowo posłużył się zaniżoną wyceną majątku. Świadomie działał na szkodę dłużników” – uzasadniała wyrok sędzia Elżbieta Lewandowska. Słuchając tego, zrujnowany przez komornika Wiktor Chruściel (63 l.) płakał. – „Wraca mi wiara w sprawiedliwość. Ten pan już nikomu krzywdy nie zrobi. I mam nadzieję, że ten wyrok będzie przestrogą dla innych komorników, żeby nie postępowali tak jak pan Sebastian Sz”. – mówił po wyjściu z sądu Wiktor Chruściel (63 l.).

Były już hurtownik opon z Nidzicy przez działania komornika Sebastiana Sz. stracił dorobek życia. Sebastian Sz. zajął przed 9 laty majątek Chruściela wart 1,2 mln i sprzedał go za 109 tys. zł. Na przykład samochód Opel Zafira został sprzedany za 142 zł, choć wart był ok. 14 tys. złotych. A kilkanaście tysięcy opon komornik wyceniał od 40 groszy do 3 zł za sztukę. Jedna opona kosztowała wówczas 100 złotych.

Z obrotu sprawy cieszy się też mec. Lech Obara, pełnomocnik pana Wiktora. – „Wyrok jest sprawiedliwy. Teraz wkraczamy na drogę cywilną i będziemy starali się odzyskać utracony majątek, bo mój klient był doskonale prosperującym przedsiębiorcą” – mówi Obara.

Źródło:http://www.fakt.pl/wydarzenia/polska/komornik-idzie-do-wiezienia-za-niska-wycene/8lpl85x

___________________________________________________________________________________________________________________

MEDIACJA MA SAME ZALETY.

Do pretensji, że alimenty na dziecko nie są prawidłowo wykorzystywane przez rodzica sprawującego nad nim opiekę, swoje dołożyły przepisy o 500+. Doniesienia prasowe potwierdzają słuszność tych pretensji – uważa prawnik.

Jestem nie tylko adwokatem, bo od 16 lat także akredytowanym mediatorem rodzinnym w prowincji Quebek. Wbrew popularnemu pojęciu, mediacja rodzinna nie polega na próbach pogodzenia, tylko na pomocy w rozwiązaniu wszelkich spraw między skonfliktowanymi małżonkami. Celem mediacji związanej z rozwodem, separacją lub rozstaniem partnerów jest ustalenie zasad opieki nad dzieckiem, spraw alimentacyjnych, podziału majątku dorobkowego i wszystkich innych. Tak jak podczas procesu sądowego.

Zgoda obojga małżonków na udział w mediacji jest warunkiem jej prowadzenia. Za sesje, których w Quebeku jest pięć, płaci rząd, jeśli są niepełnoletnie dzieci. Koszty ponoszą strony, jeśli dzieci nie ma lub są dorosłe.

Dokładne badania wykazały, że mediacja ma prawie same zalety. Po pierwsze, gdy prowadzi ją fachowy i doświadczony mediator, trwa o wiele krócej niż próby porozumienia czynione przez adwokatów lub proces sądowy. Po drugie, koszty mediacji są ułamkiem kosztów procesu czy kosztów adwokackich. Nie ma także przegranych, co daje większą rękojmię, że ustalenia podjęte przed mediatorem będą w przyszłości przestrzegane.

Dyskrecja jest obowiązkowa

Strony, które wybrały mediację, mają przy tym zabezpieczoną bardzo daleko posuniętą dyskrecję. Mediacja jest poufna i mediator nie może – nawet na polecenie sądu, wyjawić jej szczegółów. Złożone u niego dokumenty też podlegają takiej ochronie, chyba że są ogólnie dostępne (na przykład zeznania podatkowe stron). Na każdym etapie mediacja może być przerwana albo przez uczestnika, albo przez mediatora i strony mogą sprawę skierować do sądu, chyba że toczy się już w trakcie procesu (na ten czas postępowanie procesowe jest zawieszone). Tak się zdarza, gdy strona uważa, że mediator jest stronniczy lub gdy to on ma podejrzenia, że jedna ze stron usiłuje wymusić na drugiej ustępstwa niczym nieuzasadnione albo próbuje wykorzystać swoją przewagę psychiczną lub finansową, by narzucić swoją wolę słabszej stronie.

Jeśli mediacja kończy się porozumieniem, mediator przygotowuje treść ugody, która podpisana przez strony jest przedstawiana do zatwierdzenia przez sąd. Rzadko się zdarza, żeby nie była zaakceptowana przez sąd.

Dla niego, dla niej, dla dziecka

Przez wiele lat podczas prowadzonych przeze mnie spraw rozwodowych największe kontrowersje budziły alimenty na dzieci. Obecnie co roku rząd publikuje stosowne tabele, więc obliczenie kwoty alimentów na dziecko jest bardzo proste. Zasadniczo polega to na dodaniu dochodów obojga rodziców, odjęciu od całości ustalonej kwoty, którą rząd uważa za niezbędną dla każdej ze stron na minimalne utrzymanie, a od pozostałej kwoty według tabeli ustala się, ile powinni rodzice łożyć na utrzymanie dziecka. Inna będzie kwota, jeśli wspólne dochody rodziców są niskie, a całkiem wysoka, jeśli są wysokie. Uważa się bowiem, że dziecko powinno korzystać z wyższego standardu życia, jeśli rodziców na taki standard stać. Udział każdej ze stron jest proporcjonalny do osiąganych dochodów. Jeśli przyjąć dochód wzięty do ustalenia alimentów za 100, to rodzic, którego dochody wynoszą np. 70 proc. tej kwoty, płaci 70 proc. kwoty taryfowej, drugi 30 proc., a przy równych dochodach 50:50. Kwestie, kto wykonuje opiekę nad dzieckiem, są w naszej prowincji drugorzędne, i rzadko brane pod uwagę. Tak to wygląda w największym skrócie, choć w praktyce bywa bardziej skomplikowane.

Rzecz w proporcjach

Sprawie tabel i wysokości alimentów na dzieci w Polsce poświęcę jeden z następnych felietonów, jako że wpadła mi w ręce: „Interpelacja poselska do ministra sprawiedliwości (….) w zakresie wprowadzenia tabel alimentacyjnych…” i niezwykła wręcz odpowiedź na nią wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebaka.

W Polsce kodeks rodzinny i opiekuńczy przewiduje, że wysokość świadczeń alimentacyjnych na dzieci zależy od zarobkowych i majątkowych możliwości rodziców (art. 135 § 1). Czyli, podobnie jak w prowincji Quebec te same zarobki rodziców powinny skutkować taką samą wysokością obowiązków świadczeń – po połowie. Zastanawia mnie natomiast ewidentna sprzeczność obowiązku łożenia na dziecko proporcjonalnego do dochodów i uzasadnionych potrzeb dziecka, którą wprowadziła nowelizacja art. 135 § 3 kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, że „na zakres świadczeń alimentacyjnych nie wpływają świadczenia wychowawcze, o których mowa w ustawie z dnia 11 lutego 2016 r. o pomocy państwa w wychowaniu dzieci”, czyli 500+.

Jeśli bowiem udział każdej ze stron w utrzymaniu dziecka jest proporcjonalny do dochodów rodzica, to zakres świadczeń 500+ powinien być dzielony na rodziców proporcjonalnie do ich nakładów na dziecko. Dlaczego matka, która utrzymuje dziecko i otrzymuje alimenty od ojca w wysokości zasądzonej, sama ma decydować, na co te dodatkowe 500 złotych zostanie przeznaczone? Dlaczego ojciec, który ma prawo do regularnych kontaktów z dzieckiem zgodnie z obowiązującym od sierpnia 2015 r. art. 58 § 1a k.r.i.o., nie może wykorzystać części z 500+ proporcjonalnie do łożonych na dziecko alimentów? Jeśli jego udział w alimentach wynosi 60 proc., to powinien mieć prawo do dysponowania częścią 500+ w takiej samej proporcji na zakup prezentu, działalność rozrywkową czy edukacyjną dziecka. Dlaczego dysponentem całej kwoty ma być w tym przypadku tylko jedno z rodziców?

Do już istniejących pretensji, że pieniądze płacone jako alimenty na dziecko nie są prawidłowo wykorzystywane przez rodzica sprawującego opiekę nad nim, przepisy o 500+ wprowadziły dodatkowy argument. I ja uważam, że tak jest, a doniesienia prasowe o wykorzystywaniu 500+ w sposób niemający nic wspólnego z dobrem dziecka, moje twierdzenie tylko potwierdza.

Autor jest adwokatem, od 35 lat prowadzi kancelarię adwokacką w Montrealu

źrodło: http://www.rp.pl/Rzecz-o-prawie/312189999-Mediacja-ma-same-zalety.html#ap-2

_______________________________________________________________________________________________________________________

SPORY KONSUMENCKIE: PRZEDSIĘBIORCA SPOTKA SIĘ Z KONSUMENTEM U MEDIATORA.  

Celem nowej ustawy jest częstsze rozstrzyganie sporów na linii biznes – osoby fizyczne z wykorzystaniem metod polubownych, jak mediacja i koncyliacja oraz sądów arbitrażowych. Przepisy o pozasądowym rozstrzyganiu konfliktów wejdą w życie 10 stycznia 2017r.

Ustawa o pozasądowym rozwiązywania sporów konsumenckich została opublikowana w Dzienniku Ustaw z dnia 9 listopada 2016r. A to oznacza, że większość jej przepisów zacznie obowiązywać 10 stycznia przyszłego roku. Jej głównym celem jest stworzenie warunków, w których więcej osób, tj. konsumentów oraz przedsiębiorców, w przypadku zaistnienia pomiędzy nimi sporu w związku z zawartą umową, zdecydowałoby się na wykorzystanie pozasądowej drogi jego rozwiązania. Pozwoliłoby to uniknąć długiego procesu sądowego, mocniej angażującego strony, a w konsekwencji często generującego niepotrzebne koszty.

Ustawa dotyczy generalnie wszystkich przedsiębiorców zawierających umowy z konsumentami. Zarówno tych sprzedających towary, jak i świadczących usługi. Działających w tradycyjnych sklepach, jak i opierających swoją działalności na wirtualnych placówkach lub oferujących produkty poza lokalem przedsiębiorstwa. A w każdym razie wszyscy będą mogli korzystać z jej rozwiązań. Warto także zaznaczyć, że nawet jeżeli przedsiębiorca nie będzie zainteresowany polubownym rozstrzyganiem sporów, to przepisy które wkrótce wejdą w życie, dla nikogo nie będą obojętne.

Mogą wymusić pewne zmiany choćby w procedurze reklamacyjnej. Należy więc zapoznać się nimi.

Negocjacje i rozstrzygnięcia

Zgodnie z art. 3 ustawy, postępowanie, toczone zgodnie z określonymi w niej zasadami, ma na celu rozwiązanie sporu konsumenckiego i polega na:

* umożliwieniu zbliżenia stanowisk stron w celu rozwiązania sporu (mediacja),

* przedstawieniu stronom propozycji rozwiązania sporu (koncyliacja),

* rozstrzygnięciu sporu i narzuceniu stronom jego rozwiązania (sąd polubowny).

* wnioskiem o pozasądowe rozstrzygnięcie sporu powinien wystąpić konsument, chociaż możliwe będą także sytuacje odwrotne. Jednak od razu trzeba zaznaczyć, że ani konsument, ani przedsiębiorca nie może zostać zmuszony do wyboru procedury określonej w omawianej ustawie. Wyjątkiem są firmy działające w specyficznych sektorach, gdzie inne, szczegółowe przepisy przewidują obowiązkowe stosowanie procedur pozasądowych (np. dotyczy to banków).

Generalnie wszystko opiera się więc na wyraźnej zgodzie obu stron konfliktu.

Zanim konsument wystąpi ze wspomnianym wnioskiem, powinien on podjąć próbę samodzielnego rozwiązania konfliktu z przedsiębiorcą, w szczególności wykorzystując do tego przysługującą mu procedurę reklamacyjną. Dopiero negatywna odpowiedź na złożoną reklamację i brak możliwości rozwiązania sporu, otwiera drogę do mediacji, koncyliacji lub uruchomienia sądu polubownego.

Wówczas to osoba trzecia lub zespół takich osób będą próbowali przybliżyć stanowiska stron sporu, zachęcając konsumenta i przedsiębiorcę do kontynuowania rozmów, ale bez narzucania swojego stanowiska i wyrażania opinii, która z nich ma rację (mediacja). W zakresie mediacji, to strony sporu powinny samodzielnie wypracować kompromis.

Jeżeli się to nie udaje uruchomiona może zostać koncyliacja. Zadaniem mediatora jest wówczas podrzucać możliwe warianty rozstrzygnięcia sporu, które powinny być możliwe do przyjęcia dla obu stron. Nadal to jednak one decydują o przyjęciu warunków i zawarciu ugody. Ta ostatnia nie jest wiążąca, chyba że zostanie zatwierdzona przez sąd. Wówczas ma moc prawną ugody zawartej przed sądem, a ugoda zawarta przed mediatorem, którą zatwierdzono przez nadanie jej klauzuli wykonalności, jest tytułem wykonawczym. Wreszcie możliwe jest polubowne rozstrzygnięcie sporu, ale wówczas już ze wszystkimi konsekwencjami orzeczenia takiego sądu polubownego, czyli jego ostatecznym, wiążącym strony charakterem.

Kto pomoże

Kto będzie mógł pomagać w mediacji pomiędzy stronami lub w sposób ostateczny i wiążący rozstrzygać dany problem? Ustawa, poza kilkoma istotnymi wyjątkami instytucji publicznych, nie wskazuje konkretnych podmiotów. Będą to mogły być na przykład podmioty (instytucje) wskazane przez grupę (stowarzyszenie, zrzeszenie) przedsiębiorców, organizacje konsumenckie, wspólnie przez nie wyłonione.

Dzięki temu system pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich będzie opierał się na podejściu mieszanym, co oznacza, że obok siebie będą działać zarówno podmioty publiczne, jak i niepubliczne. Podmioty te zajmą się rozwiązywaniem sporów typowych dla danego sektora gospodarki, dla którego zostały utworzone. Natomiast jeżeli w jakimś sektorze (branży) nie zostanie utworzony podmiot uprawniony do prowadzenia postępowań w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich, to właściwy dla niego będzie podmiot o charakterze horyzontalnym, tj. Inspekcja Handlowa.

Zapewni to tzw. pełne pokrycie sektorowe każdy spór konsumencki będzie mógł być rozwiązany przez właściwy, wyspecjalizowany podmiot. Model ten w dużym stopniu bazuje na już funkcjonujących rozwiązaniach, które sprawdzają się w praktyce, ale będzie jednocześnie otwarty na powstawanie nowych podmiotów.

Stąd w systemie pozasądowego rozwiązywania sporów na pewno funkcjonować będą następujące podmioty:

  •  Rzecznik Finansowy,
  •   Koordynator ds. Negocjacji przy Prezesie
  • Urzędu Regulacji Energetyki,
  •  Inspekcja Handlowa,
  •  Rzecznik Praw Pasażera Kolei przy Prezesie Urzędu Transportu Kolejowego,
  •  Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej,
  •  Sąd Polubowny przy KNF.

Do nich powinny dołączyć branżowe i sektorowe podmioty, które rozszerzą tę listę. Zarówno podmioty publiczne, jak i niepubliczne, aby uzyskać status podmiotu uprawnionego do pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich, muszą zostać wpisane do rejestru prowadzonego przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Obowiązki firmy

Zgodnie z art. 31 przedsiębiorca, który zobowiązał się albo jest obowiązany na podstawie odrębnych przepisów (np. banki) do korzystania z pozasądowego rozwiązywania sporów z konsumentami, powinien informować konsumentów o podmiocie uprawnionym, który jest właściwy dla tego przedsiębiorcy. Można do tego wykorzystać własną stronę internetową lub stosowany przez firmę wzorzec umowy (regulamin). Informacje te powinny umożliwić konsumentowi dotarcie do tej instytucji, przy czym wystarczy podanie adresu jej strony internetowej.

Jak już zostało podkreślone, przedsiębiorca nie musi się godzić na stosowanie alternatywnych metod rozstrzygania sporów, jednak każdy musi przygotować się na wejście ustawy w życie. A to dlatego, że w myśl art. 32 w przypadku, gdy w następstwie złożonej przez konsumenta reklamacji spór nie został rozwiązany, przedsiębiorca ma obowiązek przekazać konsumentowi na papierze lub innym trwałym nośniku oświadczenie o:

  •  zamiarze wystąpienia z wnioskiem o wszczęcie postępowania w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich albo zgodzie na udział w takim postępowaniu,
  • odmowie wzięcia udziału w postępowaniu w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich.

W pierwszym przypadku przedsiębiorca wraz z oświadczeniem przekazuje informację o podmiocie uprawnionym właściwym dla danego przedsiębiorcy. I teraz najważniejsze: jeżeli przedsiębiorca nie złożył żadnego oświadczenia, uznaje się, że wyraża zgodę na udział w postępowaniu w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich. Stąd, jeżeli przedsiębiorca zamierza walczyć wyłącznie przed sądami powszechnymi (państwowymi) już teraz we wzorcu odpowiedzi na reklamację powinien umieścić oświadczenie o brak zgody na pozasądowe rozstrzyganie sporów.

Prosto i szybko

Zgodnie z założeniami ustawy postępowania mają być proste, szybkie i skuteczne. Co do zasady prowadzone w postaci papierowej lub elektronicznej, a tylko w wyjątkowych przypadkach powinny przewidywać wymóg osobistej obecności stron lub ich przedstawicieli (z których oczywiście wolno korzystać obu stronom – w tym mogą to być osoby profesjonalnie pomagające konsumentom i/lub przedsiębiorcom). Rozstrzygnięcie powinno być znane po maksymalnie 90 dniach, od chwili wniesienia sprawy, a tylko w wyjątkowo trudnych przypadkach będzie trwało dłużej.

W myśl art. 41, postępowanie będzie dla konsumentów nieodpłatne. Taka jest zasada. Jednak regulamin (wydany przez podmiot uprawniony do rozstrzygania sporu) może przewidywać pobieranie opłat, jeżeli ich łączna wysokość nie utrudnia znacząco konsumentowi dostępu do pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich. Ponadto powyższa zasada nie wyłącza możliwości obciążenia konsumenta kosztami czynności podjętych na jego wniosek (np. usług eksperckich, korzystania z biegłych).

Ostateczne rozstrzygnięcie

W myśl art. 42 ustawy o o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich, rozwiązanie sporu konsumenckiego przez rozstrzygnięcie sporu i narzucenie stronom jego rozwiązania jest możliwe tylko w przypadku, gdy strony zostały poinformowane o wiążącym charakterze rozstrzygnięcia będącego wynikiem postępowania w sprawie pozasądowego rozwiązywania sporów konsumenckich i konsekwencjach niezastosowania się do takiego   -rozstrzygnięcia oraz wyraziły zgodę na poddanie się takiemu rozstrzygnięciu. Rozstrzygnięcie sporu według ogólnych zasad prawa lub zasad słuszności nie może prowadzić do pozbawienia konsumenta ochrony przyznanej mu bezwzględnie wiążącymi przepisami prawa właściwego dla danego stosunku.

Kiedy nie stosuje się przepisów ustawy

Zgodnie z art. 5 ustawy o pozasądowym rozwiązywaniu sporów konsumenckich jej przepisów nie stosuje się do:

  •  postępowań, w których spory są rozstrzygane przez osoby zatrudnione lub wynagradzane wyłącznie przez przedsiębiorcę, z którym spór jest toczony,
  •  postępowań reklamacyjnych, rozpatrywania skarg konsumentów przez przedsiębiorcę, a także bezpośrednich negocjacji między konsumentem a przedsiębiorcą,
  •  działań podejmowanych przez sąd w celu rozstrzygnięcia sporu w toku postępowania sądowego,
  •  pozasądowego rozwiązywania sporów między przedsiębiorcami,
  •  sporów dotyczących usług niemających charakteru gospodarczego, a także świadczonych w interesie ogólnym, jak i wynikających z umów, o których mowa w art. 3 ust. 1 pkt 7 ustawy z dnia 30 maja 2014 r. o prawach konsumenta (wynikające z umów o usługi zdrowotne) oraz wynikających z umów, których przedmiotem są usługi edukacyjne lub usługi w zakresie kształcenia ustawicznego świadczone przez publiczne szkoły lub placówki oraz publiczne szkoły wyższe.
źródło: http://www.rp.pl/Firma/311189998-Spory-konsumenckie-przedsiebiorca-spotka-sie-z-konsumentem-u-mediatora.html#ap-1

_____________________________________________________________________________________________________________________

POLSKIE SĄDY W OCENIE OBYWATELI – WYNIKI I WNIOSKI DLA SĘDZIÓW.

Obywatele oczekują uproszczenia procedur i większej stabilności prawa. Dzięki temu sądy będą działać sprawniej.

Wśród wartości najwyżej cenionych u sędziów wymieniane są ich bezstronność i niezawisłość. Wskazało na nie ponad 72,6 proc. respondentów – wynika z najnowszej ankiety „Polskie sądy w ocenie obywateli” przeprowadzonej przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Zaprezentowali je w poniedziałek podczas konferencji na Uczelni Łazarskiego Małgorzata Kluziak, prezes Sądu Okręgowego  w Warszawie i dr Mieczysław Błoński, dziekan wydziału prawa i administracji Uczelni Łazarskiego.

Na spotkanie „Jak sądy powinny służyć obywatelom” przyjechali sędziowie wszystkich szczebli. Konferencję, nad którą patronat medialny objęła „Rzeczpospolita”, podzielono na trzy panele. Każdy dotyczył relacji sądy–obywatele, a jeden bezpośrednio mediów, przy udziale których do społeczeństwa dociera przekaz z sądu.

73 proc. respondentów uznało, że bezstronność i niezawisłość sędziów są najważniejsze

Sędziowie zgodzili się, że osoba, która szuka w sądzie sprawiedliwości, to rodzaj klienta. Przyznali też, że jest jeszcze dużo do zrobienia.

– Do człowieka trzeba mówić ludzkim głosem – podkreślała sędzia Olimpia Barańska-Małuszek z Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim.

Potwierdzają to wyniki ankiety. Wśród głównych zastrzeżeń ankietowani wskazali właśnie posługiwanie się przez sędziów niezrozumiałym językiem (23,3 proc.) i zbyt długie oczekiwanie na wyrok (58,7 proc.).

– Bywa, że chowamy się za hermetycznym prawniczym żargonem, który jest efektowny, ale normalny uczestnik procesu nie wie, o co chodzi – przyznał sędzia Izby Karnej SN Michał Laskowski.

13 proc. Obywateli wskazało, że sędzia na sali rozpraw zachowywał się niewłaściwie

Sędziowie mówili w czasie konferencji, że nie chcą nowych procedur i wielkich reform. – To, co mamy zapisane w kodeksach, wystarczy – przekonywała sędzia Barańska-Małuszek i namawiała sędziów do korzystania z przepisów, które ułatwią i przyspieszą im pracę.

A jest o co się starać. W ankiecie wśród cech, których w sądach brakuje, najczęściej wymieniano rozpoznawanie spraw bez nieuzasadnionej zwłoki (29,7 proc.) oraz wnikliwie i rzetelnie (66,3 proc.). Aż 24 proc. respondentów stwierdziło, że sądy traktują ich przedmiotowo, a 13 proc., że sędziowie zachowują się niewłaściwie. Uczestnicy konferencji przyznali, że sędzia powinien się wystrzegać niekulturalnych, władczych zachowań na sali rozpraw.

Jednocześnie 60 proc. obywateli odpowiedziało, że sędziowie w sali rozpraw stosują obowiązujące procedury.

Bohdan Zdziennicki, prezes Trybunału Konstytucyjnego i wieloletni sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego, przypominał zebranym, że to w sali rozpraw trzeba przekonywać obywateli o niezależności i niezawisłości. A Irena Kamińska, sędzia NSA i prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis, twierdziła, że czasami nieetyczne jest milczenie w sali.

Na pytanie, co należy zrobić, by sądy lepiej służyły obywatelom, w ankiecie najczęściej padały odpowiedzi, że trzeba uprościć procedury, przenosić sędziów, by zmniejszyć zaległości. Potrzebna jest też większa stabilność prawa.

Dużo gorzkich słów usłyszał wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak. Mówił o planowanych reformach, o dążeniu do modelu sędziego brytyjskiego. Wspominał o wprowadzeniu przepisów, które zobligują sędziów do odraczania rozpraw na kolejne dni, a nie na miesiące.

Gorzkie słowa padały też pod adresem mediów, choć byli i tacy sędziowie, którzy dziennikarzy bronili.

– Znam rzecznika, który nie chce rozmawiać z mediami, bo boi się dziennikarzy – opowiadał jeden z sędziów.

źródło: http://www.rp.pl/Sedziowie-i-sady/312129923-Polskie-sady-w-ocenie-obywateli—wyniki-ankiety-i-wnioski-dla-sedziow.html#ap-2

__________________________________________________________________________________________________________________

SĄD: PODSŁUCHIWANIE MĘŻA TO PRZESTĘPSTWO.

Żona, która za pomocą dyktafonu nagrywała rozmowy męża m.in. z jego kochanką, została uznana za winną popełnienia przestępstwa bezprawnego uzyskania informacji.

Sprawa dotyczyła pani Anny D. (dane fikcyjne), która podejrzewała swojego męża o zdradę. Podejrzeń nabrała, kiedy sytuacja zawodowa męża zmusiła go do częstych wyjazdów. Od tej pory zaprzestał interesować się rodziną oraz nie spędzał z nią wolnego czasu.

W związku ze swymi podejrzeniami wynajęła detektywa. Jego śledztwo potwierdziło, że mąż ma kochankę.

Kobieta postanowiła też utrwalić rozmowy prowadzone przez męża, aby mieć dodatkowe dowody na jego nielojalność i niewłaściwe zachowanie. Dyktafon zostawiała w mieszkaniu oraz w ich wspólnym samochodzie. Uzyskane w ten sposób dowody wykorzystała podczas sprawy rozwodowej. Wcześniej nagrania mogli też usłyszeć jej znajomi.

Chociaż Anna D. uzyskała rozwód z winy męża, to sama naraziła się na odpowiedzialność karną, a mianowicie została oskarżona o bezprawne uzyskanie informacji (art. 267 par. 3 i 4 Kodeksu karnego).

Przepis ten wskazuje, że osoba, która w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniona, zakłada lub posługuje się urządzeniem podsłuchowym, wizualnym albo innym urządzeniem lub oprogramowaniem podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Przed sądem kobieta przyznała się do zarzucanego jej czynu, ale wyjaśniła, że robiła to w obronie siebie i dzieci. Nie była świadoma nielegalności swoich działań. Nagrania odtwarzała znajomym, ponieważ chciała poradzić się ich co ma zrobić w sytuacji zdrady męża. Nie wiedziała o tym, iż w ten sposób może zapoznać się z informacjami dotyczącymi przedsiębiorstw, w których mąż był zatrudniony.

W wyroku z 7 czerwca Sąd Rejonowy Szczecin-Prawobrzeże i Zachód (sygn. akt IV K 682/14) uznał, że czyn Anny D. polegający na nagrywaniu męża w użytkowanym przez niego samochodzie oraz w mieszkaniu przy pomocy urządzania podsłuchowego, w sytuacji, gdy w sposób niejawny, ukrywając go w tych miejscach dokonywała nagrań w celu podsłuchania rozmów pokrzywdzonego – wyczerpał znamiona czynu zabronionego z art. 267 par. 3 i 4 Kodeksu karnego.

Sąd uznał jednak , iż wina Anny D. oraz społeczna szkodliwość jej czynu nie była znaczna jeżeli uwzględni się okoliczności w jakich działała oraz to jaki przyświecał jej cel. Nie wyłącza to oczywiście bezprawności jej działania, lecz w sytuacji niewłaściwego i wysoce niemoralnego zachowania męża, które w społecznym odbiorze są oceniane gorzej aniżeli zachowanie zdradzanej żony zmierzającej potwierdzić ten stan rzeczy, w pewnym zakresie znajduje to usprawiedliwienie i przyczynia się do stwierdzenia, iż jej stopień winy nie był znaczny porównując to do stopnia winy w rozumieniu potocznym samego pokrzywdzonego.

Jak zaznaczono powinna ona poprzestać na sprawozdaniu uzyskanym z biura detektywistycznego, które potwierdziło jej przypuszczenia oraz ustalenia wynikające z nagrań.

Ostatecznie sąd uznał kobietą winną, ale umorzył warunkowo postępowanie na okres próby wynoszący 1 rok.

źrodło: http://www.rp.pl/Prawo-karne/310099995-Sad-podsluchiwanie-meza-to-przestepstwo.html#ap-1

________________________________________________________________________________________________________________ 

PISMO PROCESOWE.

___________________________________________________________________________________________________________________

MEDIACJE GOSPODARCZE SĄ POPULARNIEJSZE, ALE WCIĄŻ JEST WIELE  BARIER. 

Nowe prawo dot. mediacji oraz akcje promocyjne istotnie zwiększyły zainteresowanie mediacją gospodarczą w Polsce, jednak na drodze do jej upowszechnienia nadal występuje wiele barier – mówili uczestnicy środowego Kongresu Sporów Sądowych, Mediacji i Arbitrażu.

„Ze statystyk wynika, że jest coraz więcej mediacji” – mówiła Ewa Gmurzyńska z Uniwersytetu Warszawskiego podczas dyskusji zorganizowanej przez Instytut Allerhanda. Ekspertka wskazała, że w sądzie gospodarczym w Warszawie jedna trzecia spraw kierowana jest do mediacji, a wśród nich około połowy kończy się zawarciem ugody.

„W sądzie w Poznaniu ta ugodowość jest wyższa i wynosi 80 proc.” – mówiła Gmurzyńska. Jako przykład sukcesów mediacji wymieniła przypadek sześciu powiązanych ze sobą spraw spornych pomiędzy dwoma spółkami, z których jedna wchodziła na giełdę.

„W cztery miesiące wszystkie sprawy zostały zakończone jedną ugodą” – opisywała.

Gmurzyńska wskazywała, że „dobrą bazą wyjściową” do propagowania mediacji są zmiany w prawie, przede wszystkim Kodeksie postępowania cywilnego, które weszły w życie od początku tego roku, czyli tzw. nowela mediacyjna. Jak mówiła, słuszną ideą w noweli jest próba rozwiązania sporu na jak najwcześniejszym etapie, np. skierowanie na spotkanie informacyjne dot. mediacji.

Jednak – zauważyła – wbrew intencjom ustawodawcy, „widzimy, że sądy dosyć formalnie podchodzą do tego wymogu, ale zobaczmy, co wyjdzie z tego przepisu”.

Na pozytywny trend wskazywał także wiceminister rozwoju Mariusz Haładyj, który zaznaczył jednak, że mimo „rosnących statystyk, to ciągle nie jest poziom satysfakcjonujący”.

Dyskutujący zastanawiali się, jakie bariery powodują, że przedsiębiorcy wciąż wolą rozwiązywać spory w sądzie niż poprzez mediacje. Jak mówili, wbrew powszechnemu przekonaniu nie musi chodzić o sprawę mentalności i próbę pokazania, kto ma rację, gdyż biznesmeni kierują się racjonalnością i interesem. W debacie powracał natomiast argument braku wiedzy o zaletach mediacji – zarówno wśród przedsiębiorców jak i pełnomocników – a także braku zaufania do drugiej strony i samych mediatorów.

„Generalnie w Polsce jest problem braku zaufania i ten problem występuje także w mediacji” – mówiła np. Ewa Gmurzyńska.

Z kolei Dominik Wolski, prawnik z Jeronimo Martins Polska wskazywał, że w wypadku dużych firm skierowanie sprawy do sądu to ostateczność, która nierzadko jest poprzedzona długimi, nawet rocznymi negocjacjami obu stron.

„Zespoły negocjacyjne mają chłodne spojrzenie na sprawę, dobrze znają ją od strony biznesowej i przeanalizowały już wszystkie możliwe scenariusze. Nie bardzo widzę, co w takim wypadku mógłby jeszcze zaproponować mediator” – mówił Wolski. Jego zdaniem mediatorzy muszą przekonać przedsiębiorców, że ich usługi rzeczywiście wnoszą wartość dodaną.

Inni argumentowali, że wielkie firmy są mniej skłonne do mediacji, gdyż mają duże zaplecze prawne, natomiast mediacje są o wiele istotniejsze dla małych i średnich przedsiębiorstw, których właściciele często nie zdają sobie sprawy z zalet tej metody rozwiązywania sporów.

Zdaniem Romana Rewalda z Centrum Mediacji Lewiatana istotne przy rozpoczynaniu mediacji jest to, aby „do stołu zasiedli nie tylko pełnomocnicy, ale także członkowie zarządu – osoby, które podejmują decyzje”, gdyż wtedy cały proces ma największe szanse powodzenia.

Innego rodzaju problemy występują w wypadku konfliktów na linii przedsiębiorca-konsument. Jak mówiła Magdalena Jabczuga-Kurek, arbiter Stałego Polubownego Sądu Konsumenckiego przy Prezesie UKE, w sprawach konsumenckich przedsiębiorcy nie chcą godzić się na polubowne rozwiązanie sporu, gdyż jest to dobrowolne, a odmową nic nie ryzykują.

Dodała, że, gros  sporów rozpatrywanych przez Stały Polubowny Sąd Konsumencki przy Inspekcji Handlowej  dotyczy drobnych spraw – „średnia wartość przedmiotu sporu wynosi niewiele ponad 1 tys. zł, ale zazwyczaj ma wartość ok. 200-300 zł” – więc konsumenci bardzo rzadko decydują się na pójście z nimi do sądu.

źródło: http://www.rp.pl/Firma/305189910-Mediacje-gospodarcze-sa-popularniejsze-ale-wciaz-jest-wiele-barier.html#ap-2

_____________________________________________________________________________________________________________________

BRAK REKLAMACJI WYKLUCZA MEDIACJE.

Od 10 stycznia rzecznik finansowy nie może odmówić polubownego rozstrzygnięcia sporu konsumenta z podmiotem rynku finansowego, jeśli spełniono warunki formalne.

 Wniosek o wszczęcie postępowania musi zawierać dane składającego je konsumenta oraz dane podmiotu finansowego, którego dotyczy (imię, nazwisko lub nazwa oraz informacje kontaktowe). Należy też dokładnie określić swoje żądanie, w tym wartość przedmiotu sporu, i oczywiście się podpisać.

– Dopuszczamy zarówno podpis odręczny, jak i elektroniczny – mówi Paweł Zagaj z Biura Rzecznika Finansowego. – Możliwe jest też przesłanie e-mailem skanu podpisanego dokumentu. Komunikacja między stronami również może się odbywać drogą elektroniczną, jeśli tak zdecydują. Dążymy do tego, by postępowanie przebiegało możliwie najsprawniej i było wygodne dla stron – tłumaczy.

Ostatnim elementem wymaganym we wniosku jest wybór trybu postępowania. Są dwie możliwości. Pierwsza jest bliższa mediacji. Wówczas rzecznik dąży do zbliżenia stanowisk stron i pomaga im wspólnie wypracować rozwiązanie. Druga możliwość to tryb koncyliacyjny – jeśli charakter sprawy na to pozwala, rzecznik może sam zaproponować rozwiązanie.

– Nie jest ono oczywiście wiążące dla stron, jak w przypadku arbitrażu – podkreśla Paweł Zagaj. – Często jednak bardziej opłaca się je zaakceptować niż kontynuować sprawę w sądzie.

Jeśli wniosek zawiera wszystkie elementy, rzecznik musi nadać mu bieg. Wcześniej zależało to od jego decyzji. Nowością jest także to, że złożenie pisma przerywa bieg terminu przedawnienia. Aby jednak móc wnioskować o postępowanie przed rzecznikiem, konieczne jest wcześniejsze złożenie reklamacji do podmiotu rynku finansowego. Dopiero po jej odrzuceniu konsument może wnieść o pozasądowe rozwiązanie sporu, a druga strona musi przystąpić do postępowania.

Przed zmianą rzecznik mógł uwzględnić wniosek mimo braku wcześniejszej reklamacji – po zmianach odmówi prowadzenia postępowania. Nie ma przy tym znaczenia, czy reklamacja została wniesiona przed 10 stycznia. Z tym że postępowania polubowne rozpoczęte przed tą datą, czyli aprzed wejściem w życie ustawy, rozstrzygane są według starych zasad.

żródło: http://www.rp.pl/Konsumenci/301129981-Brak-reklamacji-wyklucza-mediacje.html#ap-1

_____________________________________________________________________________________________________________________